//////

Najnowsze komentarze

    Nazwa schipperker powstała z flamandzkiego „schip”. Rozumie się pod nią małe, kruczoczarne, nad ; wyraz żywe belgijskie szpice, owe petits diables noirs (małe, czarne diabły) Francuzów. Ich zadaniem nie jest. wcale łapanie’ szczurów i myszy (choć znają się i na tym znakomicie) ani       rola ochrony przed złodziejami.Do ich obowiązków        natomiast należy obserwowanie tafli wodnej i ostrzeganie właściciela statku, jeśli grozi niebezpieczeństwo, a więc na przykład, że z wody sterczy mur lub jakaś łódź czy kajak przecinaJtrasę.

    Dręczyciel pozostaje dlań zawsze, bez względu na to jak bardzo otrzymane od niego razy  bolą, przewodnikiem stada, zaś w miłosiernym niezna­jomym pies będzie widział tylko istotę wrogą jego stadu.    ‚A co rzeknie fachowy zoolog na temat psa pociągowego? Opowie się za panem A.E., a nie stanie po stro­nie pani Pinczer-Justy. „Rozczłonkowane na końcu od­nóża psa — zaopiniuje — nie dają mu przy stawianiu łapy na ziemi mocnego oparcia, a zarazem lekka budo­wa szkieletu, nikła prężność mięśni oraz cienkie ścię­gna nie predestynują go do pracy’pociągowej, lecz do swobodnego biegu.”

    I tu też występował woźnica, pijany handlarz, który stojąc na wózku okładał batem psa pociągowego. I tu również znalazł się przyjaciel zwierząt, który starał się ręko- czynnie pohamować brutala.’ Ten autentyczny incydent zakończył się jednak znacznie dramatyczniej niż akcja zmyślona, albowiem uderzony handlarz padł trupem na miejscu. Sprawa oparła się o sąd i zakończyła się szczęśliwie dla krewkiego przyjaciela zwierząt, gdyż został uwolniony od winy i kary, ale tylko dlatego, że udało się udowodnić, iż śmierć handlarza, nota bene notorycznego pijaka, nastąpiła wskutek udaru serca.

    A zatem biedne psisko gorliwie spełniając narzuconą pracę sześciokrotnie prześciga kopytowca. Wy zaś, katy, wykorzystujecie tę gorliwość w ten spo­sób, że siadacie na wózku, ba, ledwo dyszące zwierzę chcecie batehi zmusić do -biegu. Czyż ci nie wiadomo, że po trzech miesiącach takiej męczarni najlepszy pies ulega paraliżowi krzyża i drętwocie stawów;?” To jest scena z powieści. Ale z początkiem lat trzy­dziestych rzeczywiście zdarzył się dokładnie taki przy­padek jak opisywany przez Vischera. Przypadek ten stał się słynny ze swego epilogu na sali sądowej.

    Taka była apologia psa pociągowego pani Pinczer- Justy. Lecz istnieją także inne poglądy. Jeden z nich został nawet uwieczniony literacko, mianowicie w tra- gikomiczno-filozoficznej powieści Friedricha Theodora Vischera Auch Einer (Taki jeden). A. E., jak w skrócie autor nazywa swego bohatera, popada w zatarg , z kie­rowcą ręcznego wózka, który stojąc na-nim okłada batem ciągnącego psa, aby go skłonić do biegu. Wkrótce obaj przeciwnicy tarzają się w walce na zie­mi.